niedziela, 6 października 2013

Hej ho, do pracy by się szło...

Tak Wam tu opowiadam o tym co robię w wolnym czasie, gdzie podróżuję, co odkrywam, a mało kiedy wspominam o tym że ja w zasadzie tu PRACUJĘ :) Tak więc dziś będzie o mojej bardzo wdzięcznej pracy, która na imię ma Robert i o tym co wnosi w moje życie.



Czas mojej pracy jest zaplanowany. Mamy grafik, który wraz z rodzicami Małego ułożyliśmy i staramy się go trzymać. W tygodniu mam 2 dni wolnego (poza weekendem), ale wkrótce tylko jeden bo zgodziłam się na nadgodziny. Dlaczego? Bo moja praca to przyjemność :)

Dzień zaczynamy od doprowadzenia się do ładu i składu aby przejść do zabawy. W godzinach porannych mój podopieczny jest niezwykle energiczny i wesoły. Nie ma ulubionych zajęć ani zabawek. Codziennie podoba mu się coś innego, co zarówno mi jak i jemu zapewnia trochę urozmaicenia. Jakieś 2 tygodnie temu mój 8 miesięczniak nauczył się samodzielnie wstawać (choć nie umie jeszcze podnieść się z leżenia do siedzenia i raczkować!). Nie jest za tym książkowym niemowlakiem. Jest niezwykle aktywny, dlatego też trzeba mieć oczy dookoła głowy...

Zazwyczaj po tych kilku zaaranżowanych, intensywnych zabawach zaczyna nam się ziewać i wszystko wskazuje na krótką drzemkę. Tak więc w tym czasie mam chwile dla siebie. No chyba że Robert zasypia w wózku podczas spaceru... Wtedy wygląda to zazwyczaj tak...


Po spacerze obiad, czyli fontanna radości - dosłownie. Zarówno dla siebie jak i dla Roberta na wyposażeniu powinnam mieć kombinezony plamoodporne :) Nie wiem jeszcze co mu smakuje a co nie bo każdego dnia ma inne podejście do dań które mu oferuję. Zazwyczaj jednak kończy się wielkim prysznicem. Spoko... jest nawet śmiesznie.

Po obiedzie robimy kopij - wklej. Zabawa i drugi spacer. Tu zazwyczaj jest więcej fanu! Huśtamy się na huśtawkach, karmimy łabędzie, puszczamy bańki mydlane.. I jakoś zlecą nam te dwie godziny.



Popołudnia zazwyczaj mam pauzę lub w ogóle wolne. Ale często zostaję z małym wieczorami. Wtedy już tak nie szalejemy... no chyba że w wodzie! Kąpiele to coś co mały Robert uwielbia - także te w szklankach, kubkach, butelkach i w innych naczyniach z płynami! Tak więc zdradzam Wam jego fetysz. Na końcu obalamy flachę na dobre spanie i wędrujemy śnić do łóżeczka.

Moja praca jest też bardzo często urozmaicana przez rodziców Roberta. Często wybieramy się na wspólne wycieczki. W większości przypadków weekendy spędzamy poza domem.Takie dni lubię najbardziej. Dzięki czemu zaliczyłam już kilka pikników/ognisk/grili w niesamowitych miejscach, wycieczkę do Tierparku, czy też kolacji w knajpkach. A tutaj kilka zdjęć z pracy:






Lubię to swoją robotę, ale ciekawe ile jeszcze ten stan potrwa... Oby jak najdłużej!

1 komentarz: